Menu
...
reklama
reklama

Z Jaworzna na Parnas - Roman Jońca

rjon04.jpgOtwieramy nasz gwiazdozbiór "Z Jaworzna na Parnas". Parnas, to symbol doskonałości osiągniętej w sztuce. a Jaworzno to miasto, w którym urodziło się wychowało, żyje i tworzy wiele osób. Tworzą sztukę, kulturę, naukę. Są również tacy, którzy w naszym mieście już nie mieszkają, ale zarówno w Polsce, jak i na świecie są znani, cenieni, a często jest tak, że zdecydowana większość nas, mieszkańców nie ma najmniejszego o nich pojęcia, ba, nawet nigdy nie słyszała ich nazwisk, nie potrafi skojarzyć ich z konkretną dziedziną sztuki, z konkretnymi osiągnięciami. Takich ludzi będziemy tu przedstawiać.
Już za kilka dni będzie obchodził urodziny. Człowiek, który żyje muzyką, żyje dla muzyki, a muzyka żyje dla Niego. W historii muzyki rozrywkowej już zapisał się złotymi zgłoskami, a tak naprawdę dopiero niedawno zaczął piąć się na szczyty. Nadzwyczaj skromny, skory do pomocy, przyjaciel, kolega, nieprzeciętnie pracowity i oddany swojej pasji. Panie, Panowie - Roman Jońca !

Z Romanem spotkałem się w Sali Teatralnej przy ul. Mickiewicza. Przerwał swoje codzienne zajęcia przy fortepianie, usiedliśmy wygodnie i na rozmowie spędziliśmy sporo czasu. Efektem tej rozmowy jest wywiad, dzięki któremu dowiecie się wszystkiego, co ważne dla jednego z najbardziej "wziętych" jaworznickich muzyków, jak doszedł do sukcesów, co sądzą o Nim, Jego przyjaciele.
Na początek garść faktów

{jgibox title:=[Roman Jońca INFO - rozwiń...] style:=[width:590px;]}

Urodzony W Jaworznie, 27 lutego
Znak zodiaku Ryby
Żonaty Tak
Dzieci Syn
Szkoły - Szkoła Podstawowa nr 8 ? Dąbrowa NarodowaZasadnicza
- Szkoła Zawodowa nr 2(Dzisiejszy ZSP 2)
Technikum ? Mechanik Maszyn
- Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, Wydział Jazzu i Muzyki Estradowej
Kolor oczu Niebieskie
Włosy Szatyn, lub wcale - zależy od punktu spojrzenia
Waga Aktualnie 92 kg ? dane sprzed obiadu
Wzrost 182 cm
Instrument wiodący Fortepian, bas,
Wokal Jedynie przy goleniu
Inne dziedziny sztuki Kiedyś epizod z malarstwem. Dziś - lepienie z plasteliny z synem
Ulubiony film Zielona mila
Ulubiona książka Wszystko Marka Hłaski
Ulubiony wykonawca Sting
Ulubiony aktor/aktorka Olaf Lubaszenko
Najszczęśliwszy dzień z życiu Urodziny syna
Największe marzenie Nagrać i wydać własną, autorską płytę
Największy sukces artystyczny Zaistnienie na dużej scenie. Współpraca z uznanymi artystami
Największa porażka artystyczna Nie umie gotować
Czym dla mnie jest Jaworzno Miejscem zamieszkania.
Drugie miasto ważne w życiu to Ruda Śląska
Stosunek do polityki Ma swoje zdanie, ale trzyma się od polityki z daleka
Ulubiona potrawa
Nie wezmę do ust
Placek po węgiersku, sok bananowy
Owoców morza
Ulubiona pora miłości Rano, w południe, wieczór i w nocy
Ulubiony sport uprawiany Snowboard, nurkowanie
Zespół / Zespoły, wykonawcy z którymi grał Universe, De Press, Krystyna Prońko, Wojtek Pilichowski, Trio K-3, Basia Janyga, Time, Klasa, eM Band, Brathanki, Ola Chodak, Darek Budkiewicz, Bzowski Group, Honky Tonk, Piotr Wójcicki, Jeem Team, Patrycja Wajs, The Chlews, Kid Brown i Legion Cover Band,  Maciej Talaga, Koma
Płyty 2 płyty wydane z zespołem Universe, plus koncertowe DVD, 1 płyta z De Press, 2 płyty Siostry Anny Bałchan, 2 płyty z zakonem Braci Mnieszych Kapucynów.
Autor muzyki do kilku spektali teatralnych i filmów.
Autor muzyki i aranżacji oraz nagrań do Musicalu "Julka na afisz" wystawionego w Jaworznie juz dwukrotnie. 
...{/jgibox}

A zaczęło się...


W życiu każdego jest taki moment, który decyduje o jego dalszej drodze. Trudno nie zapytać o ten moment, tak więc pierwsze pytanie nie było niespodzianką.
Alex - Romku, jakie były początki, a podejrzewam, że sięgają one czasów kołyski, bo robisz wrażenie człowieka, który urodził się przy fortepianie.
R.J.rjon08.jpg- Od kołyski może nie, ale bardzo blisko. Zaczęło się od chwili, kiedy mój tata kupił mojemu bratu gitarę. Byłem wtedy w piątej klasie podstawówki.  No i mój brat zaczął grać na tej gitarze w Oazie, szło mu to nieźle, mnie podobało się że on chodzi sobie na próby, że gra, dziewczyny się cieszą, uśmiechają do niego, że on jest taki fajny. Zazdrościłem mu tego, że jest taki popularny przez to, że gra na gitarze. Więc ja też zechciałem na czymś grać. Mój wujek miał pianino w domu, pokazał mi jak to wygląda, że są białe i czarne klawisze, że je trzeba naciskać itp. Strasznie mi się to spodobało i po prostu zechciałem mieć instrument.
Ale przez niemal rok bawiłem się w ten sposób, że namalowałem sobie na kartkach klawisze i umieściłem to na poduszce i udawałem, że na tym gram, między innymi ?akompaniując" bratu, kiedy on grał na gitarze.
Kiedy już byłem szóstoklasistą, tata kupił mi na bazarze takie bardzo małe klawisze. Nazywały się HBA International. Co tu dużo mówić, to było straszne g... Straszna kupa była. No, ale skoro kupił, to sobie na tym grałem.
W końcu poszedłem na lekcje do Pana Ryszarda Żurkowskiego, na Górze Piasku. Bardzo fajny nauczyciel, strasznie dużo mnie nauczył, bardzo dużo mu zawdzięczam. On mnie właściwie cały czas prowadził, do samej szkoły średniej. Potem już właściwie sam się uczyłem. Ale od niego się zaczęło. Mój tata zobaczył u niego fajny instrument, po czym kupił mi wreszcie coś lepszego. Tym samym zaczął się już prawdziwy pociąg do muzyki. Zaczęły się tworzyć zespoły amatorskie, szkolne, czy pozaszkolne. Pamiętam, że pierwszym z nich był taki zespół Death metalowy, gdzie grałem tylko jakieś takie... dziwne dźwięki, ale to już był zespół, był wymierny efekt grania.
rjon03.jpgAlex - Czyli okres szkoły wyglądał u Ciebie prawdopodobnie tak, że szkoła przed południem, a potem byle szybciej do domu, do instrumentu.
R.J.- Właściwie to już podstawówka była taka, że ja niewiele skupiałem się na nauce w szkole, a przede wszystkim na nauce gry. Pamiętam, że jak już się nauczyłem się grać jako tako na tych klawiszach, tak, że kojarzyłem dźwięki, stwierdziłem, że już właściwie umiem, to teraz mogę sobie wziąć gitarę mojego brata.
I w ciągu dwóch tygodni nauczyłem się akordów, i wtedy pojechałem na jakiś koncert, zobaczyłem jak ludzie grają, i stwierdziłem, że nie umiem nic...
Oczywiście, że chodziłem na koncerty i tu, w Miejskim Centrum Kultury był koncert grupy Walk Away i na nim zobaczyłem Skowrona jak gra - byłem tak zafascynowany grą człowieka niewidomego, że stwierdziłem, że muszę się wziąć za naukę. To było takie pierwsze zetknięcie z kimś naprawdę wielkim, u którego zobaczyłem, jak się gra.


Trzeba było zdobyć zawód...

Alex - Jednak musiałeś się przecież uczyć. Jak to było ze zdobywaniem zawodu? Zdziwiła mnie zawodówka o takim profilu, a potem technikum.
R.J. - Zawodówka była o tyle dobra, że specjalnie dużo nauki nie było, a poza tym mnie bardzo pasjonowała mechanika, zawsze mi się to podobało: samochody i te rzeczy. Kolega mojego brata przyszedł i powiedział, że potrzebują praktykantów do zawodu mechanika, i jak dowiedziałem się, że takie coś jest, że jest możliwość, to dlaczego nie. I pamiętam świetne czasy, kiedy w pierwszej klasie szkoły zawodowej jeden z mechaników, który mnie uczył powiedział, żebym przestawił ?maluszka" ot, tu pod warsztat, ale ja nie umiałem w ogóle jeździć. Tylko, że ja mu nie powiedziałem tego, ale ponieważ zawsze chciałem spróbować, usiadłem za kierownicą. Wiedziałem, że się wbija jedynkę do przodu, ale nie wiedziałem, jak cofnąć, a inaczej nie dało się wyjechać. No więc wysiadłem z tego auta, przepchnąłem go do tyłu, wsiadłem z powrotem, wbiłem jedynkę i podjechałem pod warsztat. To było przeżycie, niesamowite.
Alex - Ale wciąż uczyłeś się grać. Szkoła szkołą, ale przecież byli koledzy, gra w piłkę, czy po prostu spotkania towarzyskie.
R.J. - Czas był, oczywiście. Moja mama mówiła mi, dlaczego wciąż siedzę w domu i gram ze słuchawkami na uszach, zamiast iść sobie z kumplami w piłkę pograć. W końcu czasem szedłem na to boisko, ale byłem tym tak zainteresowany, że do dzisiaj nie wiem ile mecz trwa, nie wiem za bardzo o co w tym chodzi i nawet tego nie lubiłem, nudziło mnie to. Wracałem do domu, siadałem i ćwiczyłem godzinami.

Droga do studiów...

Alex - Potem skończyłeś technikum i przyszły studia, ale w jaki sposób dostałeś się na nie, nie mając skończonej średniej szkoły muzycznej?
R.J. rjon01.jpg- Dwa lata przed pójściem na akademię muzyczną pojechałem na targi ?Music media" do Wrocławia. To były targi instrumentów muzycznych, nagłośnienia i tym podobnych rzeczy. Pojechałem, żeby zobaczyć jakie tam są instrumenty, żeby wiedzieć co ewentualnie w przyszłości będę chciał mieć.
Idąc pomiędzy stoiskami usłyszałem muzykę. Jeden facet grał prześlicznie ragtime, bluesa, muzykę jazzową, swingową. To był starszy człowiek, ale w taki sposób grał, że stanąłem jak zdębiały. Grał kilkadziesiąt minut, skończył i wtedy podszedłem do niego, i spytałem co zrobić, żeby nauczyć się od niego choć kilku rzeczy. Byłem nim zafascynowany. Stwierdził, że wystarczy się uczyć. No to ja mówię, że wiem, ale jestem z Jaworzna, nie za bardzo wiem co ja mam zrobić, gdzie się zgłosić, z kim rozmawiać. W końcu dał mi numer telefonu do PSJ, czyli Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Okazało się, że człowiek z którym rozmawiałem, to był Krzysztof Sadowski, prezes tego stowarzyszenia. I on mi dał również numer swojego telefonu, powiedział "Zadzwoń  do mnie, przyjedziesz na warsztaty muzyczne do Puław i zobaczysz o co tam chodzi. Tam są różne klasy, początkujący, zaawansowani itp. i od tego zaczniesz". On tam był prowadzącym zajęcia.
Warsztaty miały się odbyć trzy miesiące później. Jakoś ten okres przetrzymałem, zadzwoniłem do niego, przypomniał sobie naszą rozmowę i na jego zaproszenie pojechałem.
To było dla mnie pierwsze zderzenie z muzyka jazzową z takim super fajnym klimatem. Od tego się zaczęło. On mi to pokazał. Spotkałem się z nim właściwie przez przypadek, w drodze, idąc... a  on mi otworzył okno na świat i mówi - ?Słuchaj, to jest taka muzyka".
Alex - Ale przed studiami jeszcze coś się wydarzyło.
R.J. - Tak. Po tych warsztatach każdą wolną chwilę spędzałem przy instrumencie. Siedziałem i uczyłem się tego, czego się przez dwa tygodnie tych warsztatów dowiedziałem. I nie przerobiłem tego. To był taki ogrom wiedzy.
I pojechałem na kolejne warsztaty, ale ponieważ jednak zrobiłem postępy przez ten rok, poszedłem do grupy średnio zaawansowanej i tam poznałem Wojtka Niedzielę, który prowadził grupę. Jak się okazało, wykładał również na akademii muzycznej w Katowicach i po prostu powiedział mi co mam zrobić, jak mam się przygotowywać, czego nauczyć i to wszystko robiłem przez kolejne miesiące. Jeździłem do niego na konsultacje i w końcu przystąpiłem do egzaminów w Katowicach i dostałem się.
Alex - Czyli jesteś przykładem starego powiedzenia że ?jak się chce to się da" , oczywiście trzeba bardzo chcieć i ogromnie dużo pracować.


R.J.rjon11.jpg - Tak, na pewno się da. Przypomniała mi się jeszcze taka sytuacja. Kiedyś byliśmy z rodzicami na zakupach w Czeladzi, w M-1 (to był wtedy pierwszy taki duży sklep w okolicy). Przed sklepem była ustawiona scena i występował tam świetny zespół, w którym na klawiszach grał bardzo dobry pianista, na którego też oczywiście poczekałem, żeby się spytać kto to jest; po prostu dowiedzieć czegoś więcej. Okazało się, że jest to Grzegorz Czaja, grający kiedyś w Jaworznie w Bigbandzie Steuera - ?Jazz Team".
Teraz uczy w Katowicach w szkole, wyjeżdża na różne kontrakty itp. Jemu też dużo zawdzięczam, dużo mnie nauczył - jeździłem do niego na lekcje - nie uczył mnie rzeczy klasycznych, ale dużą wagę przykładał do rytmiki, do poczucia czasu w muzyce - to było niesamowite.
Poza tym miał w domu tysiące płyt i dzięki niemu poznałem wielu muzyków, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Pożyczał mi po kilka, kilkanaście z nich i kazał słuchać. To dało mi doskonały obraz tego, co się dzieje w muzyce na świecie. Od niego dowiedziałem się o takich artystach jak George Duke, Herbie Hankock, Winton Marsalis.
Alex - Ok, studia się skończyły, ale na pewno zaistniał taki moment, w którym coś zaskoczyło, ktoś Cię zobaczył i otwarły się jakieś drzwi, jakiś nowy rozdział.

Po raz pierwszy z "wielkimi"...

R.J. - W czasie studiów było ciężko, bo wydział jazzu jest na tyle trudny, że skoro na rok dostaje się jedna, czy dwie osoby, to trzeba sobie zdawać sprawę z ogromu pracy, jaki trzeba włożyć, żeby się tam utrzymać. Człowiek czuje taką potrzebę, żeby udowodnić innym, że jest dobry. Jest konkurencja, zdrowa konkurencja, ale są sytuacje, kiedy spotyka się człowieka, który jeszcze nie jest na studiach, a gra tak genialnie, że można popaść w kompleksy.
Taka jest Akademia. Tam, ktokolwiek by nie przyszedł, to okazuje się że jest wielkim muzykiem. Trzeba więc było siedzieć doskonalić się, żeby pokazać, że też się coś potrafi. I to wywoływało u mnie pewne kompleksy, dlatego, że nie miałem zamiaru nikomu nic udowadniać. Robiłem swoje, ale dopiero ta szkoła pokazała mi, że nigdy nie doścignę tych największych, po prostu jestem sobą, jestem, jaki jestem i idę w swoim kierunku, z dużą pokorą, aby nie dać się porwać pędowi do sławy, do telewizji, co obserwowałem u niektórych moich kolegów.
Ale wiem, co wywołało taki pierwszy przeskok, co było takim pierwszym, kluczowym momentem pomiędzy graniem amatorskim a zawodowym.
To były warsztaty w Jaworznie ?Jawor-Rock".  Wtedy mnie zaangażowano do akompaniowania Krystynie Prońko i Katarzynie Cygan. To zetknięcie z osobami, które są już na zawodowym rynku spowodowało, że nie wiedząc, że mam pewne umiejętności, umiałem się znaleźć również na scenie wraz z tymi gwiazdami. Potrafiłem dorównać im.
Na koniec tych warsztatów był koncert finałowy na stadionie Azotanii. Krystyna Prońko poprosiła mnie, żebym rozpisał trzy utwory, na instrumenty mające wejść w skład zespołu jej towarzyszącemu. Zrobiłem to, przygotowałem, wszyscy zagrali fajnie i to był taki pierwszy koncert z zawodowymi muzykami.
Alex - A właśnie, jak było z nutami, czy od początku byłeś w nich biegły, czy grałeś na pamięć?
R.J. rjon05.jpg- A to jest ciekawostka. Gdy chodziłem do Pana Ryśka Żurkowskiego, uczyłem się oczywiście nut, wszystko grałem z nut, tak jak trzeba było, natomiast on niekoniecznie przywiązywał wagę do tego, czy ja gram z tych nut, czy z pamięci. Trochę go oszukiwałem. Ale on zachorował i dwa miesiące spędził w szpitalu, a zastąpił go jego syn, który zauważył to że oszukuję i kazał mi grać utwory od końca. No i zdemaskował mnie - wyszło, że nie umiem.
Miesiąc mi zajęła intensywna nauka ale nauczyłem się. I to zawdzięczam jemu, że umiem i to się do dziś przydaje.
Alex - A więc warsztaty Jawor-Rock to przełom. Co było potem.
R.J. - Zadzwoniła do mnie Kaśka Cygan, z propozycją. Robiła musical w Krakowie i chciała, żebym akompaniował aktorom krakowskim, których zatrudniła. To był dobry pomysł, bo stwierdziłem, że skoro jest możliwość pracy jako muzyk, to rezygnuję z pracy dotychczasowej.
Pracowałem wtedy w firmie Art-Com. Jej szef, Krzysiek Czuszek zrozumiał moją decyzję. Zostawiłem wszystko i pojechałem do Krakowa.


Raz się żyje...

Stwierdziłem: Albo wóz, albo przewóz. Takie decyzje podejmuje się raz w życiu i trzeba coś wybrać. Gdy już się tam znalazłem, poznawałem coraz to nowych ludzi, zdobywałem kontakty - dawało to duże możliwości zagrania z różnymi ludźmi, i korzystałem z tego.
Alex - Pierwszy zawodowy zespół to Universe. Jak się tam znalazłeś?
R.J. - To była ciekawa sprawa. Po drugich warsztatach Jawor Rock powstał zespół, z którym graliśmy próby w Pszczynie. Gdy kiedyś wracałem z próby, odebrałem telefon od perkusisty Universe  z pytaniem, czy jestem zainteresowany grą, bo klawiszowiec się rozchorował i mógłbym go zastąpić. Byłem wtedy dopiero co po skończeniu akademii. Jednak najpierw pomyślałem sobie, że to po prostu ?mara". Grać w zespole disco polo ? Ale stwierdziłem, że pieniądze to są pieniądze i pojechałem na próbę. Wziąłem swój sprzęt, wziąłem klawisze i miałem myśl taką, że: ?ja wam tu wszystkim pokażę, jak się gra" - byłem po szkole, było nie było jazzu, wiedziałem, że mam w jednym palcu wszystko doskonale opanowane, a oni grają proste akordy. Przecież Mirek Breguła nie był wykształconym muzykiem, więc byłem pewny swojego.  I okazało się, że wszystko to co studiowałem, czego się uczyłem, było bardzo dobre, ale... nie w ten sposób.
Tak naprawdę wyszedłem z tej próby i stwierdziłem, że muszę się uczyć na nowo.

Grać z legendą...

Dopiero wtedy zaskoczyłem o co w tym chodzi. Oczywiście przygotowałem się, miałem rozpisane utwory, nuty, znałem je doskonale, tylko że Mirek mi udowodnił, że ja nie muszę grać za wszystkich w zespole, tylko muszę być jednym z elementów tworzących całość utworu. Nauczył mnie tego, że wystarczy nacisnąć jakiś klawisz w odpowiedniej chwili i już więcej nie trzeba. Zauważyłem to, że człowiek niekoniecznie wykształcony muzycznie może być tak wielkim artystą, tak wielkim muzykiem.
Kiedyś nagrywaliśmy jeden utwór z orkiestrą. Mirek był przy konsoli i przerwał nagranie, bo jedne skrzypce, w jednym miejscu zagrały nie ten dźwięk co trzeba. On to usłyszał, a nikt inny nie usłyszał.
Uświadomiło mi to, jak to był wielki człowiek, muzyk. I zmieniło się moje podejście do tej muzyki, Gdy wczułem się w to wszystko, zrozumiałem teksty, grałem już z nimi, dotarło do mnie, że to są naprawdę trudne rzeczy. I że nie jest to absolutnie muzyka disco-polo, którą kiedyś ktoś tak ochrzcił Universe.
rjon07.jpg

Alex - Czyli okazuje się, że dla zwykłego słuchacza, znającego lansowane w radiu utwory, to może sprawiać wrażenie disco-polo, ale przecież jest wiele innych utworów, które znają Ci, którzy kupią płytę.
R.J. - Z Universe to było tak: Kiedyś Marek Sierocki był dyrektorem radia RMF i on sam zakwalifikował zespół Universe do disco-polo, bo wtedy był to popularny gatunek, w latach dziewięćdziesiątych. Mirek Breguła się z tym nie godził i nie chciał być zakwalifikowany jako zespół tego gatunku, tym bardziej że dziś, gdy sobie zobaczymy na płyty Universe, to widzimy, że tam grają wszyscy najlepsi muzycy rockowi, czyli Dżem, Perfect - muzycy z tych zespołów cały czas uczestniczyli w nagrywaniu płyt.  Czyli na pewno tego nie możemy nazwać, disco-polo, tylko są to normalne popowe kawałki. A ludzie znając kilka najbardziej popularnych piosenek, nie mając pojęcia o reszcie nagrań, przyjęli to disco-polo jako taką szufladkę.  I przyznam, że ja też do chwili, kiedy nie zacząłem się tym interesować, też miałem takie pojęcie. Znając cztery utwory, powiedzmy: ?W taką ciszę", ?Mr Lennon", ?Głupia żaba" i jeszcze coś co leci w radiu, nie można przecież wysnuwać wniosków o całej twórczości zespołu. Jest 14 płyt, ponad 200 piosenek, jeszcze wiele jest nie wydanych na płytach.

Potem, gdy ludzie przychodzą na koncert i słyszą to wszystko, zadają pytanie: ?Kurcze, gdzie ten zespół się chowa, czemu go nie ma w radiu, skoro jest taki czad na koncertach".
rjon13.jpgMieliśmy właśnie we wtorek (10 lutego) koncert w Rudzie Śląskiej. Wiele osób było zaszokowanych tak muzyką i czadem, jaki zespół dał, jak i samą formą koncertu, bo są i wybuchy na scenie, sztuczne ognie , fortepian wyjeżdżający spod sceny, itp. Sam zespół jest ogromy - trzech gitarzystów, dwóch klawiszowców, perkusista, oprócz tego ekipa techniczna, słowem mnóstwo ludzi w to zaangażowanych. Gdy jedziemy w trasę koncertową, to z nami jedzie co najmniej 15 osób obsługi.
Alex - Czyli to jest już po prostu cała firma, a nie zespolik, któremu wystarczą dwa piece i dwa odsłuchy, aby grać.
R.J. - Dokładnie tak jest. I z tego powodu chciałbym, żeby każdy, kto mówi na Universe - discopolowiec, przesłuchał choć jedną płytę od początku do końca. Ręczę, że zmieniłby zdanie. Zrozumiałaby o co w tym wszystkim chodzi. Przecież z czegoś trzeba żyć. Więc trzeba napisać hicior, żeby było z czego żyć, natomiast pozostałe utwory są bardzo ambitne, bardzo dobre, wręcz perełki.
Alex - Z tego co wiem, to macie własne radio w Internecie.
R.J. - Tak, radio Universe nadaje 24 godziny na dobę, można słuchać do woli. Jest forum, gdzie można porozmawiać z ludźmi i to jest dobry sposób poznania tej muzyki, nie tylko tej najbardziej znanej, ale całego przekroju zespołu.

Posłuchajcie RADIA UNIVERSE

Alex - Ok., zostawmy na razie z boku Uniwerse, bo mamy jeszcze innych artystów, z którymi los Cię zetknął.

Wśród artystów...

R.J. - Owszem, miałem na przykład miłą współpracę z Ewą Urygą, z którą nagrałem piosenkę u mnie w studio. Znaliśmy się już wcześniej i współpracowaliśmy, ale jedna sytuacja szczególnie mi zapadła w pamięci. To było o tyle miłe doświadczenie że w momencie, kiedy przyjechała do mnie do studia nagrywać, zaczęliśmy rozmawiać i tak  przez 3 godziny poruszaliśmy bardzo różne tematy natury, rzec można, egzystencjalnej. Potem stwierdziła, że może coś zaśpiewa. Więc podeszła do mikrofonu, ja jej puściłem nagrany wcześniej podkład i na  szczęście nacisnąłem przycisk nagrywania. Ona zaczęła śpiewać, wszystkie kontrolki zaczęły świecić coraz mocniej - dawała z siebie ogromne emocje, po czym, gdy piosenka się skończyła, zapytała, czy o to mi  chodziło. Po prostu zaniemówiłem. Zaśpiewała wszystko bezbłędnie i  doskonale. To było ogromne przeżycie.
Dwie szczególne osoby to Jacek Królik oraz Krzysztof Misiak, jedni z najlepszych gitarzystów w naszym kraju. Oczywiście wspaniale było doświadczyć znajomości osoby Krzysztofa Ścierańskiego. Z nim miałem miłą przygodę. Kiedyś na akademii muzycznej podczas egzaminów, akurat gdy zdawałem  egzamin z fortepianu, w akademiku nocował Krzysiek Ścierański i spotkaliśmy się na korytarzu. Znaliśmy się już wcześniej i miło było znowu się spotkać, ale był na tyle miły, że zaproponował mi, że zagra ze mną mój egzamin.

Alex - Miałeś zdaje się też jakiś epizod dotyczący zespołu PIN.
R.J. rjon14.jpg- O tak, osoba o której ostatnio dużo się mówi w mediach to Andrzej Lampert właśnie z zespołu PIN. To człowiek, z którym można rozmawiać godzinami, ale nie dalej jak w październiku ubiegłego roku, Andrzej nagrywał u mnie w studio piosenkę, Nagranie skończyliśmy około 2 w nocy. Poszedłem go odprowadzić do samochodu i przy bramce staliśmy do 5 rano rozmawiając. Było już w tedy dość zimno, a ja w koszulce z krótkim rękawkiem... Takie chwile się pamięta. Andrzej to bardzo zdolny artysta.
Alex - No dobrze, teraz czas na De Press.
R.J. - Z De Press było tak, że... to był fajny epizod. Kiedy współpracowałem z Olą Chodak z zespołu Brathanki, poznałem Darka Budkiewicza, jednego z lepszych basistów (to też jest człowiek, który gra z wieloma artystami w Polsce) i zrobiliśmy taki mały skład. Najpierw to było trio jazzowe, potem się to rozszerzyło o Olę Chodak właśnie, o kolejnych muzyków. Nawet niedawno przed koncertem Wojtka Pilichowskiego, tu, w Sali Teatralnej, zagraliśmy nasz koncert, no, takie tam ... trzy utwory.
Darek w pewnym momencie zaangażował się w granie z De Press. I to właśnie on mnie ściągnął do tej grupy, nagrałem klawisze, akordeony i tak, przez kilka miesięcy współpracowałem z nimi nagrywając płytę.
Akurat to też było fajne, że nagrywaliśmy to w studiu w Krakowie, u Pudelsów. To było ciekawe spotkanie z muzykami, łącznie z Maleńczukiem i z ludźmi z krakowskiego kręgu muzycznego.
Alex - Czyli kolejne fajne doświadczenie... Słuchając Cię dochodzi się do wniosku, że to już jest wielka kariera, a przecież jeszcze przed Tobą może otworzyć się wiele, wiele drzwi.
R.J. - Mam taką nadzieję, tym bardziej, że przecież właściwie w każdej wolnej chwili wciąż siedzę i ćwiczę, uczę się. I to o co pytałeś na początku - nie mogłem określić mojego marzenia. Otóż mam takie marzenie: chciałbym nagrać swoją płytę. Bo czym, innym jest nagrywanie z innymi, nawet wielkimi artystami, ale swoja płyta to jest naprawdę wielka rzecz.

Praca, praca, praca...

Alex - No wszystko ładnie, pięknie, ale.. co na to wszystko rodzina?
R.J. - No tak... moja żona wciąż mi mówi, że mnie nie ma, to jest podstawowa sprawa. Mój synek też tęskni za tatą. Ale taką mam pracę, że sporo gram, sporo koncertuję, sporo gdzieś wyjeżdżam, natomiast dzięki temu, że pracuję też tu, w Miejskim Centrum Kultury, mogę tak to poukładać, żeby pogodzić i zajęcia, i pracę, i te wyjazdy. Z reguły koncerty są w weekendy, więc w weekendy mnie nie ma, ale w tygodniu staram się być jak najwięcej w domu, żeby posiedzieć po prostu i zająć się rodziną.
Alex - I też przecież uczysz młodych muzyków.
rjon15.jpgR.J. - Tak, uczę, niewiele, ale uczę, ale przede wszystkim angażuję się w to, kiedy widzę, że ktoś chce. Ale to jest w tej chwili margines, bo czas nie pozwala na więcej.
Sporo czasu zabiera mi też praca we własnym studiu. Teraz nagrywam materiał na drugą z kolei płytę Siostry Anny Barchan, tam też powstały partie do płyty Brathanków, i tam wciąż się rozwijam, i to jest taka podstawowa sprawa oprócz koncertów i działalności w zespołach. Poza tym myśląc o własnej płycie, myślę o zapraszaniu innych artystów do nagrania. I chcę to właśnie zrobić u siebie w studiu.
Alex - Na koniec - taki największy, najbardziej zapamiętany koncert z Twoim udziałem. Pamiętasz?
R.J. - Oczywiście że pamiętam, bo było to przedwczoraj (10 lutego). W Chorzowskim Centrum Kultury, zagraliśmy koncert z okazji 45 urodzin Mirka Breguły.
To był właściwie, najlepszy koncert jaki zagrałem. Mnóstwo ludzi, wielka scena, wielka ekipa techniczna, telewizja, sześć kamer, więc na samym zespole to już robiło wrażenie.  I to nie był może największy koncert, ale najlepiej zrobiony wizualnie. Ogromne światła, widowisko, niemal teatralne.
Alex - W Jaworznie jesteś po prostu Romkiem. A czy spotykasz się z objawami popularności na ulicy?
R.J. - Powiem Ci, że w Jaworznie nie. Natomiast na Śląsku mnie ludzie znają. Właśnie dzięki Universe. Na Śląsku ludzie po prostu chodzą na koncerty i to nie tylko wielkich gwiazd. Ale tam jest taka kultura, że w tygodniu się pracuje, a weekend szuka się imprezy, na którą można by iść. Tam nie siedzi się plackiem przed telewizorem, tylko po prostu trzeba iść do teatru, na koncert, wyjść z domu i nawet małe wydarzenie potrafi ludzi z tego domu wyciągnąć.
To jest ich taki nawyk. Niestety Jaworzno jest dziwne, i przykre jest, że w stutysięcznym mieście nie wiadomo, co ludziom zaproponować, bo chcący, zawsze się umie zabawić, a tu ludzie grymaszą. Miejmy nadzieję, że to sie będzie zmieniać.
Alex - Tak więc czekamy na te lepsze czasy i życzmy sobie, żeby Roman Jońca jak najczęściej pojawiał się na koncertach w Jaworznie, przyciągając jak najwięcej publiczności.
R.J. - Ja ze swojej strony chcę serdecznie podziękować wszystkim, dzięki którym mogłem grać, z którymi mogłem i mogę współpracować, co było i jest dla mnie wielką przyjemnością. Jeśli kogoś pominąłem to niech wiedzą, że o Nich wszystkich pamiętam i jestem wdzięczny.
                                                                                              Rozmawiał Aleksander Tura

Dziękuję całemu zespołowi za fantastyczne przyjęcie i miłą atmosferę podczas rozmów przed koncertem. Do zobacznia ponownie.


Z walentynkowego koncertu w Rudzie Śląskiej mamy dla Was małą galerię zdjęć, w której główną rolę gra oczywiście ROMAN. 
   

 Przyjaciele o Romku...


rjon16.jpg- Marek Kopecki - Universe
Romek jest przede wszystkim bardzo inteligentnym człowiekiem. Ma ogromną wiedzę muzyczną, którą się dzieli. Świetnie się z Nim współpracuje. W zespole ma ksywę "Ściema" bo po prostu lubi czasem pościemniać. A my przyzwyczailiśmy się do tego i wiemy, że jak Roman czasem coś powie, to trzeba podzielić przez dwa. To są często zabawne sytuacje. Jest świetnym kolegą, duszą towarzystwa. Zwłaszcza w trasie koncertowej. Gdy jest na to czas, lubi poimprezować. Zdarzyło mu się nawet w niemieckiej dyskotece tańczyć przy rurce.

rjon17.jpg- Heniek Czich - Universe
- Romek jest bardzo fajnym człowiekiem, który uzupełnia mnie w zespole na klawiszach. Wypełnia swoimi dźwiękami utwory i pomaga mi zagrać to, czego ja nie umiem zagrać. Ja jestem samoukiem, on jest po studiach. Bardzo fajnie się dogadujemy. Jest bardzo chętny do pomocy. Gdy na przykład potrzebuję coś nagrać, to potrafi o północy otworzyć studio i pracować razem do skutku. Cieszy się z tego, że może pomóc każdemu, kto Go o to poprosi. Mimo, że jest w zespole stosunkowo od niedawna, to stał się już jego częścią, bez której nie wyobrażamy sobie pracy. Wspaniały kolega, przyjaciel.

rjon18.jpg- Basia Janyga - wokalistka współpracująca z Romanem
-
Romek jest dla mnie osobą, która dodaje mi motywacji. Osobą, przy której czuję, że w jakiś sposób się uzupełniamy. Bardzo dużo pracujemy, piszemy razem piosenki. Jego osobowość jest szalenie inspirująca, ale przy tym wszystkim jest osobą bardzo skromną. Ma ogromne doświadczenie, z którego można korzystać. Subtelność Jego gry, to taki atut, który pomaga, pozwala się otworzyć, szukać w sobie emocji. Jest profesjonalistą, wszystko co robi, robi z pełnym zaangażowaniem, nie ma u Niego miejsca na niedoskonałość. A jeśli spod Jego ręki wychodzi gotowy utwór, to jest on perfekcyjny.

rjon19.jpg- Wojtek Wesołek - Universe
Romka poznałem w 1998 roku, przez naszego gitarzystę, Damiana. Graliśmy wtedy w innym zespole, a On przyjechał ze swoimi jazzowymi dźwiękami. Przez jakiś czas graliśmy, potem rozstaliśmy się na jakiś czas, a potem znów spotkaliśmy się już w Universe w 2003 roku. Jest świetnym kolegą.
Romek to fajny ziomek. Fajny kumpel. Ma bardzo dużo akordeonów w domu. Kiedyś, gdy miał udzielić wywiadu w telewizji i gdy zadano pytanie w śląskim akcencie, on tylko odpowiedział - "Jo nie godom po śląsku" To był jego wywiad.

Ponieważ Roman za kilka dni będzie obchodził urodziny, przyjaciele z zespołu składają mu najlepsze życzenia, do których i my się przyłączamy.

rjon20.jpg 
Zdjęcia: Z prywatnych zbiorów Romana Jońcy & Alex

W naszym portalu można znaleźć wiele materiałów związanych z bohaterem tego artykułu. Relacje z koncertów eMBandu, Tria K-3, The Chlews. Aby znaleźć artykuły, wystarczy skorzystać z naszej wyszukiwarki - prawy panel strony - góra. Zapraszamy do lektury. 
 

 

 

Zaloguj się, by skomentować
Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us