Menu
reklama

Marek Dyjak na zakończenie Jeunesses Musicales

  • Autor 
Marek Dyjak na zakończenie Jeunesses Musicales

dyjakjeunes15270215001Artysta to nader prawdziwy, prawdziwy do bólu. A ta prawdziwość nie jest ani udawana, ani grana, ani wyuczona. To przeszywające wyznanie człowieka, którego życie nie oszczędziło, ale który po razach przyjętych na kark i nie tylko, podniósł się i nie tylko stoi z podniesionym czołem, ale wyrzuca z siebie wszystko co chce, co potrzebuje, aby uwierzyć że życie potrafi być piękne.

Na wskroś skromny, a ci, którzy widzieli go w momencie, kiedy myślał, że nikt go nie widzi, zobaczyli człowieka z pochyloną głową niemal przygarbionego, szukającego punktu oparcia, otuchy, nadziei.
Dlatego tego, co prezentuje Marek Dyjak nie można rozpatrywać wyłącznie w kategorii samej muzyki, czy muzyki z tekstem.
Autentyczna trema, autentyczne drżenie głosu, nie grane małe lapsusy dykcyjne, bo to, co śpiewa, to co wyraża, nie potrzebuje aktorstwa, ale serca. To obraz człowieka, a nie aktora.

Marek Dyjak to, jak deklaruje w pierwszym wykonanym utworze, facet na zakręcie. Dla znającego Jego koleje życia (można przeczytac książkę, albo choćby obejrzeć rozmowę z Grzegorzem Miecugowem w cyklu ?Inny punkt widzenia" już z tego zakrętu wyszedł na prostą, choć na pewno zakręty jeszcze napotka.
dyjakjeunes15270215010Koncert w Jaworznie odbył się w piętnaste urodziny swojej córki, z którą chciałby nawiązać kontakt po długim okresie trudnym, samotnym, po okresie wielkiej tęsknoty.
Czy to kiedyś nastąpi? Chyba tylko sam Bóg wie, ale w muzyce swojej, na scenie, wiara w to rzuca się w serca słuchaczy nader odczuwalnie.
Marek Dyjak wykonuje piosenki autorów wykonawców znanych, uznanych, ale najczęściej swoich przyjaciół - nieżyjącego Przemysława Gintrowskiego, któremu dedykuje wykonaną w jego stylu pieśń - właśnie "Na zakręcie" Agnieszki Osieckiej zaaranżowaną na "męskie wykonanie", Mirosława Czyżykiewicza, którego "Jednym szeptem" staje się tak przekonujące, jak wykonanie oryginalne samego autora, czy tego samego autora ?Pierwszy śnieg", albo wręcz przerażająca pieśń ?Dziwna okolica? Ewy Andrzejewskiej, która właśnie w ustach tego wykonawcy nabiera prawdziwego wymiaru.

Pisz do mnie czasem

bo umieram, bo umieram
Pisz do mnie czasem, bo umieram
bo taka dziwna okolica
Pisz do mnie, tylko sie do mnie
tylko się do mnie nie wybieraj.

Podobnie dzieje sie przy "Złotej Rybie", albo przy "Rebece", tangu skomponowane przez Zygmunta Białostockiego, ze słowami Andrzeja Własta

dyjakjeunes15270215008Jak sam przyznaje, Marek Dyjak nie byłby chyba tym Markiem Dyjakiem, gdyby nie muzycy, którzy tworzą klimat koncertu. To Marek Tarnowski który swoimi palcami zaczarował fortepian, a z akordeonu wydobył tak rozdzierające duszę dźwięki, że sam obraz każdego wiersza, zanim został zaśpiewany, malował się przed zamkniętymi oczami słuchacza.

Na trąbce zagrał Jerzy Małek, a apogeum możliwości i wielkiego lirycznego serca do muzyki obaj pokazali w ponad jedenastominutowym utworze autorstwa "pewnej artystki" o imieniu Kayah...
Dźwięki docierały chyba do nieboskłonu. Fantastyczne wyczucie i wirtuozeria w budowaniu klimatu - to wszystko złożyło się na wyjątkowy koncert i choć nie każdemu pasuje taki rodzaj ekspresji, to jednak każdy musi przyznać, że całość robi wrażenie i nie daje o sobie zapomnieć. Dla naszych czytelników zdjęcia i jedna z piosenek, którą artysta zgodził się udostępnić w naszym portalu. ?Na zakręcie?

 

 


 

DZIEŃ DRUGI

...To są ludzie, młodzi ludzie, którzy kiedyś, może już niedługo zastąpią dzisiejszych członków eM Bandu.
Tak o muzykach tworzących Big Band MDK mówi Marek Malisz, dyrektor obu orkiestr. W sobotni wieczór kolejny koncert młodych, obiecujących, dobrze zapowiadających się muzyków, którzy dziś, w wieku kilkunastu lat potrafią zagrać koncert gorący, rzetelny, nie odbiegający charyzmą i werwą od koncertów uznanych wykonawców.
To z jednej strony zasługa wielkiego talentu każdego z nich, zasługa wychowawców, nauczycieli muzyki, dających z siebie wszystko, potrafiących tak zmobilizować do trudnej, codziennej często bardzo żmudnej i monotonnej pracy, oraz zasługa rodziców muszących w jakiś  sposób wynagrodzić mało beztroskie dzieciństwo.


...Ale po czasie trudów nadchodzi czas dumy i radości z dobrze wyćwiczonych nutek, taki jak dziś, kiedy to cała orkiestra zagrała na najważniejszej, najstarszej muzycznej imprezie w mieście ? Jeunesses Musicales.

Jak opisać koncert?
To trudne, bo o ile u rutyniarzy da się wyróżnić pewne cechy stałe, to u ambitnych młodych ludzi najważniejsza jest spontaniczność, wyraz wielkiego skupienia na twarzy i chęć zrobienia czegoś najlepiej w życiu. I tak jest na każdym koncercie, na każdym występie publicznym.

Koncert młodego bandu to kilkanaście kompozycji znanych, lubianych , ale i trudnych aranżacyjnie. Marek Malisz nie daje młodzieży nut przygotowanych dla amatorów, On daje im nuty nawet przekraczające ich możliwości, a oni mobilizując wszystkie zmysły i siły, i umiejętności, wydobywają z siebie maksimum energii, i oczarowują publiczność.
.Tym razem przygotowali między innymi takie utwory, jak temat z Muppet Show, Eye Of the Tiger, Twist And Shout, temat z Różowej Pantery, Muchacha, Tijuana Taxi, Cheap Skate, czy Cute, czyli cały przekrój różnorodnych gatunków i stylów. Nie można było się nudzić, a wręcz trzeba było mocno chłonąć muzykę, bo czas biegł zbyt szybko.

Dla nas jednak to nie problem, bo przygotowaliśmy dla naszych czytelników trzy fragmenty koncertu - trzy utwory, które pozwolą docenić i "zarazić się " miłością do dobrej muzyki w wykonaniu młodych jaworznian.
Zdjęcia tym razem w GALERII - zapraszamy

 


DZIEŃ PIERWSZY
qferauzora270215018Nadzwyczajną niespodziankę sprawił zbieg okoliczności... a może jednak było to planowane? Nie warto się zastanawiać, ważne, ze doszło do niezwykłego momentu, który zaczarował wszystkich siedzących na widowni pierwszego z trzech koncertów tegorocznego Jeunesses Musicales, czyli XXXIII Dni Muzyki w Jaworznie.
Zapowiadany zespół a raczej fuzja dwóch składów - jednego instrumentalnego, drugiego wokalnego była już niespodzianką samą w sobie. Kiedy trzy lata temu w Jaworznie odbywała się ciekawa impreza międzynarodowa, polsko - litewska, pod nazwą Pro Etno - Wyśpiewać Korzenie, jeszcze chyba nie było wiadomo, że do takiego mariażu dojdzie.

 

Zespół Zora śpiewał wtedy na ludowo, ale już bardzo ambitnie, wkładając w każdą czy to własną, czy przez siebie zaaranżowaną kompozycję nieco jazzu, nieco trudniejszych form i pomysłów.
Dziś wraz z zespołem Qferau powstała piorunująca mieszanka doskonałego jazzu i folku - polskiego folku oraz tak zwanej World Music. Znów aranżacje znanych ludowych zaśpiewek albo własna twórczość, ale już zupełnie inna, dojrzalsza, oprawiona w ramy bardzo precyzyjne i profesjonalne.

 qferauzora270215004Zespół prezentuje się imponująco, biorąc pod uwagę zarówno skład osobowy - ponad 10 osób, ale i instrumentarium z którego największą powierzchnię zajmują narzędzia pracy wibrafonisty. On to jak można się było zorientować jest pomysłodawcą i motorem napędowym całej ekipy i to On operuje pałeczkami wydobywając naprawdę wibrujące dźwięki z cymbałów, wibrafonów. Wszystko to okraszone dźwiękami i fortepianu i basu, bardzo rozbudowanego zestawu instrumentów perkusyjnych, do tego perkusja pod wodzą... filigranowej dziewczyny, poza tym skrzypce, saksofon i oczywiście chórek wraz z liderką.

Bardzo nowoczesna muzyka zarazem skłaniająca do podróży w przeszłość i w tereny nieznane nieodwiedzane od dawna z racji nieznośnej komercjalizacji i spłycania walorów estetycznych muzyki w ostatnich czasach. Na Jeunesses Musicales zawsze gościła dobra muzyka, niebanalna i doskonale wyreżyserowana, wartościowa. Jak powiedział prowadzący - nowa gwiazda jaworznickiej konferansjerki, Łukasz Twardowski, na Jeuneses musicales mógłby zagrać nawet zespół discopolowy, pod warunkiem, że ta muzyka byłaby zagrana profesjonalnie i na wysokim poziomie.

qferauzora270215021Niestety tego nie udało się jeszcze nikomu uczynić, toteż na szczęście mamy do czynienia z dobrym jazzem, i tymi odmianami wszelakich nurtów, które dają radość swoim poziomem. Posłuchajmy zatem zespołu QRA - czyli Qferau i Zora w dwóch kompozycjach w jednej z których na scenę znienacka wszedł tajemniczo zapowiadany gość specjalny, czyli światowej klasy i sławy muzyk, kompozytor, wirtuoz gry na wibrafonie, Bernard Maseli. To członek jedynej na świecie takiej formacji, jaką jest grupa Walk Away, goszcząca nieraz w Jaworznie, Członek Globetrotters, Young Power, i innych znaczących składów jazzowych. Bernard to zdobywca niezliczonej ilości tytułów najlepszego muzyka.

Bernard Maseli zagrał na kalimbie, towarzysząc Qrze w jednym z numerów, sprawiając wielką radość przybyłym na koncert i podnosząc rangę koncertu - Jeunesses o kilka szczebli. I to był pierwszy dzień jaworznickich Dni Muzyki 2015.


 

Pozostały jeszcze

Dzień drugi  - Big Band Młodzieżowego Domu Kultury
Rekomendować nie trzeba - młodsze dziecko Marka Malisza, dyrektora Orkiestry Rozrywkowej Miasta Jaworzna eM Band. Muzyka doskonała od lat przedwojennych do wspólczesności w wykonaniu młodych wirtuozów.

Dzień trzeci - Marek Dyjak

Marek Dyjak urodził się 18 kwietnia 1975 roku. Skończył zawodówkę i zdobył papiery hydraulika. Wystarczyło kilka rzeczy, by życie było pełne i szczęśliwe - robotnicze życie, żona robotnicza, robotnicza klitka w bloku. Zwykłe, proste życie, bez dłubania w niuansach duszy i serca. Chciał więcej.
Sam siebie nazywa barowym grajkiem. "Najbardziej prawdziwy głos na polskim rynku muzycznym" - tak ocenia go krytyczka muzyczna, nauczycielka śpiewu Elżbieta Zapendowska. Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji. Dyjak to Dyjak - mówią przyjaciele; facet, który żył po bandzie, pił po bandzie, aż dotarł do końca drogi. On też tak czuł.
W 2008 roku na Wielkanoc przymocował do drzewa linkę holowniczą. Pogotowie stwierdziło zgon. Obudził się po kilku dniach w śpiączce, nic nie pamiętał.
Nie każdemu odpowiada styl bycia Dyjaka, choć od trzech lat nie pije i walczy z nałogiem to wciąż pozostaje sobą - i na tym polega jego niezwykły fenomen, który przyciąga koneserów dobrej muzyki. Bywały w jego karierze momenty, w których muzyk mógł iść za ciosem - wbić się na potocznie zwany "artystyczny świecznik". Wolał jednak iść własną drogą, nie zawsze łatwą lecz kierowaną przez siebie samego, nie oddał swojej kariery w cudze ręce. Niektórzy widzą w tym artystyczną pozę - Dyjaka wyklętego, samotnika i indywidualistę. Mocnym głosem, śpiewa równie mocne utwory, w których - jak mówią sami fani - jest krew, żółć i łzy. Na rynku papierowych supermenów jest zjawiskiem - ocenia Jan Wołek.
Ma za sobą wiele koncertów w całym kraju. Na co dzień występuje z trębaczem Jerzym Małkiem, pianistą Markiem Tarnowskim, kontrabasistą Michałem Jarosem oraz perkusistą Arkiem Skolikiem, ale nie są mu obce koncerty wyłącznie z gitarą. Dyjak jest jak prawdziwy buntownik, co to rzuca się głową naprzód, a dopiero potem podlicza bilans zysków i strat. Takie są też jego koncerty - zero taryfy ulgowej, śpiewa to, co czuje i myśli, nawet jeśli taki ekshibicjonizm sporo go kosztuje.

Ceny biletów - po 20 zł za pierwszy i drugi dzień, 50 zł za dzień trzeci.

. Big Band MDK Big Band MDK Marek Dyjak

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us