Menu
reklama
reklama

O przeroście ambicji i małości niektórych przełożonych

wychowanomnieZnajomy zwierzył mi się, że źle mu się współpracuje ze swoją przełożoną, bo ta mając zdecydowanie niższe wykształcenie i o wiele mniejsze doświadczenie zawodowe, ale za to będąc jego szefową, nader otwarcie demonstruje swoją wyższość, nie uznając ani słowa sprzeciwu, ani nawet sugestii dobrych rozwiązań biznesowych w firmie, w której pracuje.
Alfa i omega, nosząca głowę wyżej niż chmury, nie umiejąca się pochylić nad problemem podwładnego, uważając się za mądrość nad mądrościami, piękność nad pięknościami, choć ani jednego ani drugiego jej nie zbywa.

Wpadł mi przy okazji w oczy obrazek - banalny swego rodzaju mem, jakich tysiące codziennie przewija się przed oczami obserwatora internetu. I tak zrodził się mały felieton.

Zadziwiające jest to, jak niektóre osoby dziwnie i nie do wytłumaczenia traktują swoją społeczną, zawodową, czy publiczną misję.

Cały cywilizowany świat nauczył tych, którzy zajmują jakieś eksponowane stanowiska, pełnią powierzone funkcje, czy to związane z profesją, czy to powierzone w ramach działalności społecznej, charytatywnej, czy jako funkcjonariusze, że są one osobami wyjątkowo zobowiązanymi do traktowania swojej misji jako służby w płaszczyznach nazwijmy je poziomej i pionowej.
Pozioma to taka, która obejmuje odbiorców danej służby - klienta, petenta, pacjenta, konsumenta.
Pionowa natomiast obejmuje podległych na wszelkich stopniach zależności, czy to służbowej, czy społecznej.
Cały cywilizowany świat nauczył (oczywiście są wyjątki, bo w każdej gromadzie znajdzie się czarna owca), a więc nauczył pnących się po szczeblach kariery, że im są wyżej, tym z większym szacunkiem należy odnosić się do pozostałych, zhierarchizowanych w obu wymienionych wyżej płaszczyznach.

Bo im wyżej znajduje się dana osoba, tym bardziej potrzebuje wsparcia całego obszaru opartego o ten specyficzny układ współrzędnych, zlokalizowany między poziomem, a pionem.
Przykład - spółdzielnia taksówkowa, wybiera spośród siebie prezesa, który wcześniej był zwykłym taksówkarzem, ale że miał dobre pomysły na funkcjonowanie firmy, że pomagał każdemu, skłonny był za kolegów pełnić dyżury (stać na postoju), kiedy ci o to poprosili, bo coś tam im nagle wypadło, noc, nie noc, święto, nie święto... Społeczność taksówkarzy zadecydowała, że będzie on dobrym prezesem. I co dzieje się po kilku dniach zapoznawania się ze stanowiskiem? Na drzwiach sekretariatu karteczka o godzinach przyjęć petentów (klientów sieci ale i kolegów zza kółka), w telefonie automatyczna sekretarka informuje, żeby nie przeszkadzać po dwudziestej, a na stole w sekretariacie teczka z zarządzeniami do zapoznania się o porządkach panujących od jutra - do podpisu przez każdego taksówkarza.

No i skończyło się koleżeństwo, skończyło się witanie z szeregowymi pracownikami, skończyły się koleżeńskie rozmowy, bo Pan Prezes to stanowisko wymagające oddawania mu czci, szacunku i żadne kontakty z "klasą niższą" nie wchodzą w grę, nie mówiąc już o jakimkolwiek spoufalaniu się, mimo, że jeszcze dwa tygodnie wcześniej razem spędzali czas na grillu i wspólnie planowali wyjazdy na grzyby albo na narty. teraz nic z tego. - Ja jestem tu szefem i proszę bez dyskusji wykonywać polecenia.

W wielu krajach na świecie, w wielu społecznościach takie pokazanie swojej wyższości nad innymi skończyłoby się natychmiastowym zwołaniem zebrania i odwołaniem delikwenta z powierzonego wcześniej stanowiska.
Niestety u nas panuje stan taki, że wiele osób mających jakąkolwiek władzę nad innymi, nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że są one w jeszcze wyższym stopniu w służbie innym, a nie są naznaczeni jako dowódcy w wojsku, z którego rozkazami nie należy dyskutować. Często niestety wyższość służbowa, albo społeczna powoduje, że inni są w mniejszym lub większym stopniu upokarzani, poniżani, traktowani na zasadzie "przynieś, wynieś, pozamiataj". Dumna głowa w górze i "nie znoszę sprzeciwu, bo ja tu rządzę.

Choroba tego typu dotyka na przykład kontrolerów wszelkiej maści - przykładem społeczny kontroler rybacki, któremu wręczono legitymację i odznakę, i kazano sprawdzać, czy wędkarze prawidłowo łowią, przechowują i ewidencjonują złowione ryby, Dostał ciut władzy i wraz z tym, jak mu się wydaje, pozwolenie na panoszenie się na łowisku. Przykładem, kontrolerzy w autobusach, w różnych miastach, gdzie wydaje im się że wszystkie rozumy pozjadali i nie rozumieją, że nawet jeśli ktoś nie ma biletu, to nie wolno go wyzywać ani naruszać nietykalności cielesnej.

Przykładem i inni w każdej dziedzinie, od zarządzającego zespołem babć klozetowych w miejskich szaletach w dużym mieście, po prezesa w dużej korporacji.
Przykładem są kierowniczki w sklepach, a może raczej odpowiedzialne za zmianę, które wyłonione spośród personelu od następnego dnia po "nominacji" zaczynają pomiatać koleżankami i wymagać od nich niemożliwego.

Są przykłady kierowników, kierowniczek, kadry zarządzającej, która to zamiast traktować podwładnych jak osoby, które wprost decydują o pomyślności prowadzonego interesu, biznesu, instytucji, a tym samym o pomyślności swojego szefa, zamiast współtworzyć zespół, wraz z całą załogą, budują wokół siebie mur - "bo ja jestem tu najważniejszy/a!".

Czy dobrze takim panom i władcom ze swoim poczuciem wyższości nad innymi? Na to pytanie nie znajdzie się  odpowiedzi. Niemniej nie jest odkrywczym stwierdzenie, że ktoś, kto stara się wywyższać nad innymi, po prostu boi się swoich frustracji, jednocześnie będąc świadomym swej małości. Człowiek mały ze strachu poniża innych, dyryguje nimi, ustawia w szeregu i każe salutować, kogoś, kto nie przynosi mu bezpośredniej korzyści nie widzi, pomija, lekceważy.  Człowiek wielki, mądry, silny, tak samo potraktuje sprzątaczkę, co prezesa wielkiej firmy.
Pointa: Nie oczekuj szacunku od innych, kiedy nie masz dla nich szacunku, chyba, że wolisz, aby w świetle dnia składali ci pokłony, a za twoimi plecami knuli po kątach.

 

 

Powrót na górę

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us