Menu
reklama
reklama

Humor (2)

Cezary - opowiadanie nie do końca z sensem

cezBez żadnego pożegnania Cezary wyszedł z domu nawet nie zdziwiło to rodziny. Wychodził czasem po cichu, ale wracał niebawem. W ogóle był dziwny. Całe życie spędzał siedząc cicho w głębokim fotelu, nie zwracając uwagi na nikogo, zerkając tylko czasem podejrzliwie na krzątających się współmieszkańców. Tak można ich nazwać , bo nawet słowo domownik jest za dużym słowem dla określenia stosunków, jakie panowały między tym milczkiem, a przynoszącymi mu niemal pod nos posiłki konsumowane przez niego, mimo tego, że były one o wyśmienitych walorach smakowych, z wyrazem oczu zdradzającym niechęć, żeby nie powiedzieć obrzydzenie, albo wstręt, i dopiero potem można było w nich, a także w mimice zauważyć oznaki, lecz bardzo nikłe, jeśli zasługują one na wyrażenie ich treści tym słowem, zadowolenia.

Wszyscy pogodzili się z jego nieobecnością, nawet nie żałowali jego odejścia. Przecież nie był z nimi niczym związany, jeśli nie liczyć chwil, kiedy spacerował, rozglądając się wkoło, co wyglądało tak, jakby chciał zobaczyć, co zmieniło się w mieszkaniu z czasem, i na przykład na przestawiony w jadalni stół reagował zatrzymaniem i spoglądnięciem na tę „nowość” w taki sposób, jakby chciał powiedzieć: „Po co to wszystko? Czy w czymś wam to pomoże, że stół stoi tu, a nie tam?

Po kilkunastu dniach, kiedy wszyscy siedzieli w pokoju stołowym, pijąc poobiednią kawę, czytając zeszłotygodniową prasę, która w te odległe strony dochodziła z kilkudniowym opóźnieniem, dało się słyszeć dobiegająca zza drzwi prowadzących na korytarz, wiodący do ogrodu otaczającego tę już siedemdziesięcioletnią posiadłość, odgłosy świadczące o wesołym wbieganiu na stare dębowe schody, jakiegoś psa.

Zdziwiło to wszystkich i myśląc, że to pies jakiegoś gościa, którego kroki zaraz usłyszą, a który znał to wejście do domu, przez ogród i przyszedł właśnie w odwiedziny, wyszli na spotkanie, a stwierdzając, po wyglądnięciu przez okno, że nikogo nie ma wśród pięknie wypielęgnowanych grządek kwiatowych i poprzycinanych ze smakiem drzew i żywopłotów, otwarli drzwi.

Zdziwienie ich przerosło w zdumienie, które ktoś, kto nie zna sprawy, mógłby uznać za przerażenie, po ujrzeniu zebranych wokół niedużego, ale i niemałego, kudłatego, czarnego psa.

I któraś z tych osób, wyszła przed drzwi, przykucnęła przed merdającym ogonem przybyszem i z nutką rozrzewnienia w głosie, radośnie krzyknęła: „Cezary, wróciłeś!”.

Czytaj dalej...

Humor z rana

 

 Kot 1Do gabinetu psychiatry wpełza człowiek.
- I kogo my tu mamy? Żółwika, węża, jaszczurkę?
- Nie doktorze. Ja mam lęk wysokości.

XXX

- Czyś Ty zwariował? Uciekać z sali operacyjnej! Czego żeś się przestraszył?
- Bo pielęgniarka mówiła: "Nie ma się czego bać, to prosta, rutynowa
operacja".
- No właśnie, a Ty i tak uciekłeś?
- Bo ona to mówiła do chirurga...

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us