Menu
reklama
Alex

Alex

URL strony:

Czarne muły na wyspie na Sosinie


sosina1as
Temat już poruszany w internecie. nie chciało się wierzyć, a jednak - po Sosinie pływa maszyna, która odsysa z dna osad zanieczyszczony zarówno cząstkami stałymi, jak i substancjami chemicznymi, a wśród nich mocznikiem - czyli produktem działalności ludzi, którzy w zalewie zażywają kąpieli.

Chodzi o zwykłe ludzkie siuśki, które latami są gromadzone w wodzie - wynik badań biologów - zimą opadają na dno integrując się z mułem, a w lecie, kiedy woda podlega zawirowaniom - motorówki, żaglówki, kąpiący się - unoszą się powodując niemiły zapach, a przez żyjące tu organizmy są absorbowane. Czy ktoś próbował zjeść rybę z Sosiny? Nie polecamy - gorzki, ohydny posmak utrzymuje się w ustach długo. Może to i dobrze, bo część wędkujących wypuszcza ryby do wody, niemniej to nie jest wymarzony stan.

Rzecz w tym, że odsysany z dna osad jest od co najmniej kilku tygodni kierowany na wyspę, gdzie po pierwsze mamy siedliska chronionych zwierząt - rezerwat (przyp red - w sensie prawa nie ma tu rezerwatu - uwaga UM w Jaworznie)  - specyficzny, dziki stan przyrody, a po drugie, zostanie z tejże wyspy spłukany w niedługim czasie przez deszcze, zanieczyszczając z powrotem wodę.

Czy tak miało to wyglądać? Na to pytanie my nie odpowiemy, ale logika i zdrowy rozsądek nakazuje tylko jedną odpowiedź.
sosina2as

Trzaskowski: w stolicy odbędą się w weekend mniejsze zgromadzenia


rocznica smolensk 100418 356 1200
W weekend odbędą się w Warszawie mniejsze zgromadzenia zgłoszone w tzw. trybie uproszczonym - poinformował w czwartek prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. Odniósł się też do swojej środowej decyzji o zakazie przeprowadzenia dwóch dużych zgromadzeń, które miały się odbyć w stolicy 15 sierpnia.

"Wiecie zapewne, że zdecydowałem o wydaniu zakazu przeprowadzenia dwóch zgromadzeń w nadchodzące Święto Wojska Polskiego. Podstawą dla tej decyzji była negatywna opinia służb sanitarnych. Jako prezydent robię, co w mojej mocy, by zapewnić mieszkańcom stolicy bezpieczeństwo" - przypomniał Trzaskowski we wpisie zamieszczonym na Facebooku. Chodzi o m.in. o marsz Marszu Zwycięstwa, którego organizatorzy zapowiedzieli, że będą składać zażalenie do Sądu Apelacyjnego, po tym jak Sąd Okręgowy oddalił odwołanie organizatorów od decyzji prezydenta Warszawy ws. tego marszu.

W dwóch zakazanych zgromadzeniach miało wziąć udział około 10 tys. i 20 tys. uczestników.

W środę prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zdecydował, że marsze nie odbędą się ze względu na negatywną opinię sanepidu. "Wydałem dziś zakaz ws. dwóch zgromadzeń, które miały się odbyć 15 sierpnia na ulicach Warszawy. Oba planowane wydarzenia zostały negatywnie zaopiniowane przez służby sanitarne. Bezpieczeństwo i zdrowie warszawianek i warszawiaków jest najważniejsze" - uzasadnił Trzaskowski.

W czwartek wyjaśnił na FB, że mimo tej decyzji 15 i 16 sierpnia w Warszawie odbędą się mniejsze zgromadzenia. "Zgłoszone zostały w tzw. trybie uproszczonym i przewidują znacznie niższą frekwencję, mieszczącą się w ograniczeniach przewidzianych przepisami wprowadzonymi w związku z epidemią" - napisał prezydent stolicy.

Wyjaśnił jedocześnie rolę miasta w tej sytuacji. "Otóż miasto, a więc i jego prezydent, nie ma prawnej możliwości +wydawania zgody+ na zgromadzenie – dokonujemy jedynie czynności rejestracji zgromadzenia" - przypomniał, podkreślając, że to powinna być naturalna rzecz w demokratycznym państwie – bez wolności zgromadzeń trudno mówić o demokracji i wolności w ogóle.

Jednak jak zauważył, istnieją ściśle określone warunki, w których może zostać podjęta decyzja o zakazie: naruszenie wolności gromadzenia się, zagrożenie życia lub mienia oraz gdy zgromadzenie zaplanowane jest w miejscu i czasie, w którym odbywają się zgromadzenia cykliczne. "Pierwszy z warunków został spełniony w kontekście marszów 15 sierpnia – stąd decyzja o zakazie, podtrzymana zresztą przez sąd. Żadna z przesłanek nie występuje jednak w przypadku zgłoszonych mniejszych zgromadzeń, zresztą w przypadku trybu uproszczonego ustawa o zgromadzeniach nie przewiduje możliwości jego zakazania – zgromadzenie uproszczone nie może powodować utrudnień w ruchu" - wyjaśnił Trzaskowski.

Dodał, że w związku ze zgromadzeniami, pracownicy stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego będą obserwować sytuację i interweniować, jeżeli będzie działo się cokolwiek, co by zagrażało bezpieczeństwu. "Mamy w takim przypadku możliwość apelowania do organizatorów o rozwiązanie zgromadzenia, a jeśli do tego nie dojdzie – rozwiązać je" - przypomniał Trzaskowski. (PAP)

 

W weekend odbędą się w Warszawie mniejsze zgromadzenia zgłoszone w tzw. trybie uproszczonym - poinformował w czwartek prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. Odniósł się też do swojej środowej decyzji o zakazie przeprowadzenia dwóch dużych zgromadzeń, które miały się odbyć w stolicy 15 sierpnia.

"Wiecie zapewne, że zdecydowałem o wydaniu zakazu przeprowadzenia dwóch zgromadzeń w nadchodzące Święto Wojska Polskiego. Podstawą dla tej decyzji była negatywna opinia służb sanitarnych. Jako prezydent robię, co w mojej mocy, by zapewnić mieszkańcom stolicy bezpieczeństwo" - przypomniał Trzaskowski we wpisie zamieszczonym na Facebooku. Chodzi o m.in. o marsz Marszu Zwycięstwa, którego organizatorzy zapowiedzieli, że będą składać zażalenie do Sądu Apelacyjnego, po tym jak Sąd Okręgowy oddalił odwołanie organizatorów od decyzji prezydenta Warszawy ws. tego marszu.

W dwóch zakazanych zgromadzeniach miało wziąć udział około 10 tys. i 20 tys. uczestników.

W środę prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zdecydował, że marsze nie odbędą się ze względu na negatywną opinię sanepidu. "Wydałem dziś zakaz ws. dwóch zgromadzeń, które miały się odbyć 15 sierpnia na ulicach Warszawy. Oba planowane wydarzenia zostały negatywnie zaopiniowane przez służby sanitarne. Bezpieczeństwo i zdrowie warszawianek i warszawiaków jest najważniejsze" - uzasadnił Trzaskowski.

W czwartek wyjaśnił na FB, że mimo tej decyzji 15 i 16 sierpnia w Warszawie odbędą się mniejsze zgromadzenia. "Zgłoszone zostały w tzw. trybie uproszczonym i przewidują znacznie niższą frekwencję, mieszczącą się w ograniczeniach przewidzianych przepisami wprowadzonymi w związku z epidemią" - napisał prezydent stolicy.

Wyjaśnił jedocześnie rolę miasta w tej sytuacji. "Otóż miasto, a więc i jego prezydent, nie ma prawnej możliwości +wydawania zgody+ na zgromadzenie – dokonujemy jedynie czynności rejestracji zgromadzenia" - przypomniał, podkreślając, że to powinna być naturalna rzecz w demokratycznym państwie – bez wolności zgromadzeń trudno mówić o demokracji i wolności w ogóle.

Jednak jak zauważył, istnieją ściśle określone warunki, w których może zostać podjęta decyzja o zakazie: naruszenie wolności gromadzenia się, zagrożenie życia lub mienia oraz gdy zgromadzenie zaplanowane jest w miejscu i czasie, w którym odbywają się zgromadzenia cykliczne. "Pierwszy z warunków został spełniony w kontekście marszów 15 sierpnia – stąd decyzja o zakazie, podtrzymana zresztą przez sąd. Żadna z przesłanek nie występuje jednak w przypadku zgłoszonych mniejszych zgromadzeń, zresztą w przypadku trybu uproszczonego ustawa o zgromadzeniach nie przewiduje możliwości jego zakazania – zgromadzenie uproszczone nie może powodować utrudnień w ruchu" - wyjaśnił Trzaskowski.

Dodał, że w związku ze zgromadzeniami, pracownicy stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego będą obserwować sytuację i interweniować, jeżeli będzie działo się cokolwiek, co by zagrażało bezpieczeństwu. "Mamy w takim przypadku możliwość apelowania do organizatorów o rozwiązanie zgromadzenia, a jeśli do tego nie dojdzie – rozwiązać je" - przypomniał Trzaskowski. (PAP)

rocznica smolensk 100418 404 1200

Putin: w Rosji zarejestrowano szczepionkę na koronawirusa

szczepienie
Prezydent Władimir Putin poinformował we wtorek, że w Rosji zarejestrowano szczepionkę na koronawirusa. Zapewnił, że jedna z jego córek przyjęła preparat i czuje się dobrze. Jak wyjaśniło ministerstwo zdrowia, chodzi o preparat instytutu im. Gamalei w Moskwie.

"O ile mi wiadomo, dziś rano zarejestrowana została - jako pierwsza na świecie - szczepionka przeciwko infekcji koronawirusowej" - powiedział Putin podczas narady z rządem. "Dodał następnie, że "działa ona dość skutecznie, wyrabia trwałą odporność i przeszła wszelkie niezbędne kontrole".

Zapewnił, że jedna z jego córek przyjęła preparat "i w tym sensie, wzięła udział w eksperymencie". Opisywał, że po przyjęciu preparatu miała podwyższoną temperaturę do 38 stopni, następnego dnia - powyżej 37 stopni, a po drugim zastrzyku czuła się już dobrze. "U wielu ludzi w ogóle nie ma żadnych objawów" i podniesionej temperatury, "wszystko odbywa się tak, jakby w ogóle niczego nie robiono" - opisywał.

Putin ma dwie córki: Marię, urodzoną w 1985 roku i młodszą o rok Katierinę.

Rosyjska szczepionka nosi nazwę Sputnik V. "To jedna z pierwszych szczepionek na świecie, której skuteczność i bezpieczeństwo zostało potwierdzone" - powiedział na spotkaniu z Putinem minister zdrowia Michaił Muraszko.

Preparat produkowany jest w centrum im. Nikołaja Gamelei, podległym ministerstwu zdrowia oraz przez firmę Binnofarm. "Rozpocznie się stopniowe wprowadzenie szczepionki do obiegu cywilnego" - zapowiedział Muraszko, wymieniając jako pierwsze grupy lekarzy i nauczycieli. Szczepienie tych grup może rozpocząć się na przełomie sierpnia i września.

Z kolei władze Moskwy wymieniły datę 1 stycznia 2021 roku jako wprowadzenie preparatu do powszechnego wykorzystania. Putin wspomniał na naradzie, że szczepienie będzie dobrowolne.

Według resortu zdrowia szczepionka podawana w dwóch dawkach skutkuje odpornością na koronawirusa w ciągu maksymalnie dwóch lat.

Wcześniej Stowarzyszenie Organizacji Badań Klinicznych, zrzeszające podmioty zaangażowane w badania kliniczne w Rosji zaapelowało o odroczenie rejestracji szczepionki aż do czasu zakończenia trzeciego etapu badań klinicznych. Niemniej, urząd nadzorczy RosZdrawnadzor nie zgodził się z tymi zastrzeżeniami.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)

corona20

Ekspert o ograniczeniu liczby uczestników wesel


wesele
Wesela to ważne źródło zakażeń i zachorowań z powodu koronawirusa SARS-CoV-2. Nie znaczy to, że nie powinno ich być, ale nie przy tak dużej liczbie gości z różnych regionów kraju – mówi dr hab. Ernest Kuchar. Jak dodał, znacznie mniej ryzykowne są msze, które trwają krócej i są mniej liczne.

Prace nad wdrożeniem rejestru wydarzeń, m.in. takich jak wesela - zapowiedział już w czwartek wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. Natomiast w sobotę w powiatach z największym przyrostem zakażeń MZ wprowadziło dwa rodzaje dodatkowych obostrzeń - wyższy "czerwony" i łagodniejszy "żółty". Dotyczą one zasad bezpieczeństwa, higieny i zachowania dystansu społecznego w przestrzeni publicznej.

Dr hab. Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii jest zaniepokojony wzrostem liczby zakażeń wywołanych przez koronawirusa. Ostrzega, że patogen ten nie stał się mniej szkodliwy, tylko ludzie stracili czujność i zachowują się tak, jakby go już nie było. „Mamy ostatnio liczne sygnały ostrzegawcze” - podkreśla.

Potwierdzeniem tego jest stały w ostatnich dniach wzrost wykrywanych zakażeń SARS-CoV-2. Minionej doby badania laboratoryjne ujawniły infekcje u kolejnych 619 osób – poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia. Natomiast w sobotę nowych przypadków koronawirusa było 843 - najwięcej od początku epidemii.

Źródłem części zakażeń i zachorowań z powodu koronawirusa SARS-CoV-2 były ostatnio wesela. „Nie znaczy to, że nie powinno ich być, ale nie w tej formie i nie przy tak dużej liczbie uczestniczących w nich osób, na dodatek przyjeżdzających z różnych regionów kraju” – przekonuje dr hab. Kuchar.

Zwraca uwagę, że nie wszyscy przez cały czas przestrzegają odpowiedniej odległości i przebywają w maseczkach, gdy jest to możliwe. „Wesela gromadzą rodziny z całej Polski, co umożliwia rozprzestrzenianie zakażeń na tereny, gdzie ich wcześniej czy ostatnio nie było. To jest szczególnie niebezpieczne, sprzyja rozprzestrzenianiu się epidemii na nowe tereny kraju” - dodaje.

Potwierdził on, że rozwiązaniem jest ograniczenie liczby osób mogących uczestniczyć w weselach lub wprowadzenie zakazu przyjeżdżania osobom z innych regionów. A także krótszy czas trwania wesel, np. bez zabawy do białego rana. „Po spożyciu alkoholu łatwiej o sprzyjające zakażeniom ryzykowne zachowania, bo często tracimy instynkt samozachowawczy” - akcentuje.

Zdaniem specjalisty nie chodzi tylko o wesela. Podobnie jest na wczasach czy uzdrowiskach, wszędzie tam gdzie są duże skupiska ludzi. „Również w uzdrowiskach i miejscowościach wczasowych powinny obowiązywać limity. Nie może być tak, że przebywa tam dowolna liczba osób. To wylęgarnia chorób” – ostrzega dr hab. Ernest Kuchar.

Uważa on, że mniejszym zagrożeniem są msze w kościołach, które trwają około godziny i łatwiej jest zachować zalecaną odległość dwóch metrów i nikt się tam nie całuje. „Poza tym msze gromadzą zwykle lokalną ludność. To zupełnie inna kategoria ryzyka, której nie można wrzucać do jednego worka” - tłumaczy.

Koronawirus SARS-CoV-2 rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Chronią przed nim utrzymywanie odpowiedniej odległości od innych osób (od 1,5 do 2 metrów), używanie maseczek oraz higiena osobista, szczególnie częste mycie i dezynfekowanie rąk.

„W przypadku koronawirusa jedna osoba może zainfekować średnio dwie lub trzy inne osoby. To jest typowe w przypadku przenoszenia drogą kropelkową” – podkreśla specjalista z WUM.

Niektórzy eksperci sugerują, że koronawirus może przenosić się na większe odległości drogą powietrzną (w postaci drobnych aerozoli - PAP). Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii wyjaśnia, że choć można znaleźć koronawirusa w powietrzu w postaci drobnych aerozoli, to jeszcze nie znaczy, że w ten sposób może dojść do zakażenia.

„Ważna jest dawka zakażająca, ponieważ to, że wykryjemy wirusa gdzieś na powierzchni lub w powietrzu, to jeszcze nie dowodzi, że jest go na tyle dużo, żeby zakazić” – wyjaśnia.

Wciąż nie wiemy jak jest dawka zakażająca w przypadku koronawirusa. Znacznie bardziej zakaźne są choroby przenoszone drogą powietrzną takie jak ospa wietrzna i odra. W przypadku tych infekcji jedna osoba może zakazić od 15 do nawet 18 osób. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

wesele2

Walczyli z koronawirusem - zniszczył ich pożar!

zrzutkaseba 1200

Pomóżmy zawsze uśmiechniętej Ani i pracowitemu Sebastianowi - Los pozbawił ich sporej wartości majątku.
Cytujemy ich prośbę.

Przez ostatnie miesiące w naszą branżę bardzo uderzył koronawirus. Przez 12 tygodni byliśmy pozbawieni dochodu, ale w czerwcu pojawiło się światełko w tunelu. Zaczęliśmy robić to co kochamy najbardziej - prowadzić animacje podczas przyjęć urodzinowych czy też wesel. Coraz większą popularność zyskiwał nasz niezawodny Zamek Gigant Spiderman... atrakcja, która jak się tylko pojawiła na domowej działce - gwarantowała moc atrakcji i niezapomnianych wrażeń.

Dzisiejszej nocy stała się rzecz straszna. Prawdopodobnie od zwarcia w instalacji elektrycznej w naszym garażu spłonęła nie tylko nasza przyczepka, zamek dmuchany Spiderman, ale i wiele innych rzeczy. 2 letni zamek nawet nie zdążył się zwrócić, a w obecnej sytuacji finansowej nie stać nas na inwestycję w zakup nowego Zamku Giganta i tutaj zwracamy się do Was z prośbą.

Chcemy Was poprosić o wsparcie, ale nie oczekujemy nic za darmo.

LINK DO AKCJI NA PORTALU ZRZUTKA >>KLIKNIJ<<

Jeśli Twoja sytuacja finansowa pozwala na wsparcie naszej działalności to przy wpłacie 350 zł gwarantujemy, że w przyszłym roku "stawimy" się w odległości 50 km od Jaworzna na Waszym ogródku zostawiając do dyspozycji na cały dzień Gigantyczny Zamek Dmuchany (poniedziałek - piątek) lub przy wpłacie 500 zł odwiedzimy Was w weekend. A może organizujesz piknik firmowy i szukasz wyjątkowej atrakcji - Jesteśmy do Twojej dyspozycji.

Zdajemy sobie sprawę że kwota którą musimy uzbierać jest bardzo wysoka. Jeśli wesprzecie nas chociaż symboliczną "dyszką" to obiecujemy, że w przyszłym roku zorganizujemy piknik tylko dla Waszych pociech!

 A tak prezentowało się to nasze cudo na ostatniej imprezie urodzinowej 25 lipca, kolejna urodziny miały odbyć się w nadchodzący weekend.

zrzutkaseba1 1200

Utworzyliśmy żywy znak Polski Walczącej


godzinaw1082020 13
Żyje jeszcze może kilkudziesięciu Polaków, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim, w wielkim zrywie młodych w przeważającej części ludzi, którzy po pięciu latach okupacji, powiedzieli dość - bez walki nie damy sobie wyrwać życia.

Możemy zadać sobie pytanie ilu Niemców tam, za zachodnią granicą żyje, ilu takich, którzy siedzieli za sterami samolotów bombardujących Warszawę, takich, którzy do piwnic gdzie skrywały się rodziny polskie, wrzucali wiązki granatów, a potem szabrowali domy, mieszkania wywożąc wszelkie kosztowności, majątki, a na koniec wysadzali w powietrze domy, bo tak sobie zażyczył Hitler - aby z Warszawy nie został kamień na kamieniu.
godzinaw1082020 20

Ilu Niemców jeszcze bezkarnie żyje, tych, którzy na ulicach rozstrzeliwali Polaków pozostawiając ich ciała, a kiedy inni chcieli pogrzebać bliźnich, również zostawali rozstrzeliwani, bezmyślnie bez litości, bez żadnych ludzkich odruchów.

Kiedy sprawiedliwości stanie się zadość? Czy w ogóle się stanie?

W Jaworznie 1 sierpnia na Rynku utworzono żywy znak Polski Walczącej przy wtórze syren i Hymnu Narodowego.
Ta podniosła uroczystość ku pamięci Warszawiaków niestety przyciąga coraz mniej mieszkańców. Zabrakło nawet choćby jednego przedstawiciela władz miasta.

Czy to ma jakąś głębszą wymowę?
To pytanie pozostawmy bez odpowiedzi.

Dziękujemy Jaworznickiej Inicjatywie Narodowej za przygotowanie tego aktu pamięci oraz wszystkim, którzy godnie uczcili pamięć poległych bohaterów.


USA: pierwszy pies śmiertelną ofiarą koronawirusa


owczarek niem
Nowojorska rodzina z Long Island powiadomiła, że nie żyje ich owczarek niemiecki, który był pierwszym w USA psem z pozytywnym wynikiem na obecność Covid-19. Zaczął mieć problemy z oddychaniem w połowie kwietnia.

W wywiadzie dla miesięcznika „National Geographic” Robert Mahoney powiedział, że otrzymał telefon potwierdzający zakażenie jego sześcioletniego owczarka Buddy podczas świąt Wielkanocy. Objawy choroby, w tym ciężki oddech i gęsty śluz płynący z nosa pojawiły się u niego kilka tygodni wcześniej.
Pies zdjęcie utworzone przez freepic.diller - pl.freepik.com

Mahoney podkreślił, że ponieważ walka z pandemią koncentrowała się głównie na ratowaniu ludzkiego życia trudno było zorganizować przeprowadzenie testu na psie. Podczas gdy szukali weterynarza, który mógłby zbadać Buddy'ego, jego stan się pogarszał.

Pies tracił na wadze i stał się ospały. Otrzymywał antybiotyki, a później steroidy. Wykryto u niego szmery w sercu.


EPIDEMIA KORONAWIRUS 2020 - PIOSENKI
https://www.youtube.com/playlist?list=PLbgIchsoWH4jNnyxNR2ahvYztM0iWayG4


Mahoney’om zajęło miesiąc zanim szpital dla zwierząt Bay Street w końcu zgodził się przeprowadzić owczarkowi test na koronawirusa. Przyniósł on wynik pozytywny. Drugi pies rodziny, 10-miesięczny owczarek niemiecki nie zachorował.

Dodatkowe testy przeprowadzone na Buddy'm zaledwie w pięć dni po pierwszym wykazały, że w jego organizmie wirusa już nie było. Miał jednak przeciwciała, co dowodziło, że był wcześniej zakażony.

Stan zdrowia psa wciąż się jednak pogarszał. Miał krew w moczu, problemy z pęcherzem, cięższy oddech i nie mógł chodzić. Wymiotował zakrzepłą krwią.

„Wyglądało na to jakby wychodziły z niego wnętrzności. (…) Wiedzieliśmy, że nic nie można dla niego zrobić. Ale miał wolę życia. Nie chciał odejść” – wyjaśniła Allison Mahoney w rozmowie z „National Geographic”.

Ostatecznie właściciele Buddy'ego, po konsultacji z weterynarzem, podjęli decyzję o uśpieniu zwierzęcia i jego kremacji. Mają dostać jego prochy jeszcze w tym tygodniu. Ostatnie badania wykazały, że najprawdopodobniej miał też chłoniaka.

Mahoney’owie wykazali zdziwienie, że chociaż u zwierząt domowych potwierdzono niewiele przypadków zakażeń Covid-19, nikt nie wydawał się być zainteresowany szerszymi badaniami na ten temat. Przyznali zarazem, że weterynarze z Bay Street zrobił wszystko, by pomóc Buddy'emu.

„National Geographic” zwraca uwagę, że zgłaszanie wyników testów na zwierzętach nie jest obowiązkowe ani rozpowszechniane. Dlatego nie ma wystarczających danych, aby stwierdzić, czy podobnie jak ludzie, zwierzęta cierpiące wcześniej na choroby chroniczne są bardziej podatne na zakażenie.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

owczarek niem1

Infodemia – chroń się przed dezinformacją

 

wirus0
Pandemia COVID-19 wywołała chaos informacyjny na całym świecie. Wprawdzie dzięki zachowywanym rygorom sanitarnym ograniczyliśmy nie tylko rozwój pandemii, ale również liczbę zachorowań na część chorób zakaźnych
1. Niezależnie jednak od tego fake newsy o zdrowiu i szczepieniach wciąż stanowią realne zagrożenie. Akcja informacyjno-edukacyjna Zaszczep się Wiedzą przypomina, jak się przed nimi chronić.

Fake news – wróg medycyny i nauki

Fake newsy szerzą się z ogromną prędkością. Najpopularniejsze teorie spiskowe związane z pandemią COVID-19 przedstawiono w raporcie EU East Stratcom Task Force. 2 Według niego najbardziej rozpowszechnioną fałszywą informacją są plany przymusowych szczepień przeciwko COVID-19 szczepionkami zawierającymi… chipy, dzięki którym ma być możliwe kontrolowanie ludzi. Na drugim miejscu plasuje się Bill Gates, planujący przejąć kontrolę nad światem, również za pomocą obowiązkowych szczepień. Bardzo popularne są także doniesienia o tym, że koronawirus „uciekł” z amerykańskiego laboratorium lub że pandemia… nie istnieje.

Infodemia nabrała na sile do takiego stopnia, że w walkę z nią zaangażowała się nawet Światowa Organizacja Zdrowia - w marcu WHO rozpoczęło współpracę z największymi firmami dostarczającymi informacji internautom, w tym m.in. Facebookiem czy Google. Pojawiły się rekomendacje komunikacyjne dla służb, zakładające monitoring social-mediów i reagowanie na fałszywe wiadomości.3 Bez przerwy ruszają także kolejne akcje mające na celu zatrzymać napływ fabrykowanych informacji i zwiększyć czujność użytkowników portali społecznościowych. A jednak dezinformacja pozostaje odporna na te działania. Ogromną popularnością cieszą się m.in. filmiki tworzone przez rzekomych lekarzy lub naukowców, którzy przekonują o szkodliwości szczepień lub prawdziwości teorii spiskowych.

Zjawisko fake newsów nie jest nowe, choć w trakcie pandemii zdecydowanie przybrało na sile. Już cztery lata temu post-prawda została słowem roku 2016 według słownika oksfordzkiego. W przestrzeni internetowej granice między faktami a opiniami zacierają się coraz bardziej, czego skutkiem są właśnie napływy fałszywych wiadomości. Dziś są to najczęściej sensacyjne doniesienia dotyczące pandemii COVID-19. Jednak jeszcze niedawno jednym z głównym tematów szkodliwych fake newsów były… szczepionki.

Szczepienia – ofiara własnego sukcesu i dezinformacji

O niebezpieczeństwie, jakie niesie ze sobą zaufanie fałszywym informacjom, doskonale dowodzi rosnąca liczba zachorowań m.in. na odrę. W 2019 roku odnotowano 1492 przypadki tej choroby – aż 4 krotnie więcej niż w poprzednim roku.4 Liczba odmów szczepień rośnie, tak samo jak ilość fałszywych informacji krążących w sieci. Często można usłyszeć np. że „odra to tylko choroba wieku dziecięcego” – tymczasem w latach 2000-2015 dzięki szczepieniom przeciw niej uratowano aż 20 milionów ludzi. 5

- Szczepionki padły ofiarą własnego skutecznego działania: dzięki nim wyeliminowano bądź znacznie ograniczono groźne choroby, więc ludzie, nie widząc ich wokół, nie doceniają znaczenia szczepień - stwierdziła w rozmowie z portalem www.zaszczepsiewiedza.pl doktor Ewa Augustynowicz z Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Jedną z chorób, które już nie występują w Polsce, jest polio - dzięki obowiązkowym szczepieniom od 1984 roku nie zdiagnozowano w naszym kraju ani jednego przypadku. Może wydawać się, że zagrożenie na zawsze minęło, jednak choroba ta wciąż zbiera śmiertelne żniwo w Afryce. Niger dopiero w grudniu 2019 r. poinformował razem z Kenią i Mozambikiem o zakończeniu epidemii polio, która trwała aż przez 24 miesiące. W krajach, gdzie tragiczne skutki chorób wciąż są codziennością, zaufanie do szczepień jest znacznie wyższe.

W sieci o zdrowiu – tylko rzetelne źródła

Medycyna zawsze powinna opierać się na dowodach naukowych, faktach i badaniach, a nie osobistych opiniach czy emocjach. Właśnie dlatego szukając informacji o zdrowiu, zwracajmy szczególną uwagę na źródła materiałów. Czujność powinny wzbudzać portale, które publikują treści o sensacyjnym wydźwięku, nie podpisują autorów lub nakłaniają do określonych, zbiorowych reakcji. Zawsze sprawdźmy też eksperta, który wypowiada się w danym artykule – zdarza się, że autorytety przedstawione w fałszywych wiadomościach również są całkowicie fikcyjne lub nie mają nic wspólnego z określoną dziedziną medycyny czy nauki. Miarodajne źródła informacji zazwyczaj są certyfikowane przez instytucje publiczne, Ministerstwo Zdrowia lub autorytety medyczne.

1 https://szczepienia.pzh.gov.pl/zmniejszenie-liczby-zachorowan-na-grype-w-czasie-pandemii-covid-19/

2 https://euvsdisinfo.eu/vaccine-hesitancy-and-pro-kremlin-opportunism/

3 https://www.who.int/publications/i/item/risk-communication-and-community-engagement-readiness-and-initial-response-for-novel-coronaviruses-(-ncov)

4 https://szczepienia.pzh.gov.pl/faq/jak-wiele-zachorowan-na-odre-wystepuje-obecnie-w-polsce/

5 http://www.who.int/mediacentre/news/releases/2016/measles-children-death/en/

corona20

ZebraBusem do Zakopanego


zebrabus
Takie przejazdy międzymiastowe długo były oczekiwane przez mieszkańców Jaworzna. Wcześniej dojazd do Krakowa lub Zakopanego odbywał się z przynajmniej jedną przesiadką. W tegoroczne wakacje można dużo łatwiej zaplanować wycieczkę lub urlop. Codzienne kursy obsługuje przewoźnik autobusowy ZebraBus.

Autobusem można dojechać bezpośrednio m.in. do Krakowa, Term Chochołowskich i Zakopanego. Pierwsza połowa wakacji pokazała, że wielu Polaków zdecydowało się na urlop w kraju. Warto przesiąść się na autobus i wygodnie podróżować bez straty czasu na poszukiwanie wolnych miejsc na parkingach. Rozkład jazdy przewoźnika stworzony jest tak, by pasażerowie mogli dojechać na urlop lub zorganizować sobie jednodniową wycieczkę.

Autobus kursuje codziennie i w Jaworznie zatrzymuje się na przystankach Centrum, Osiedle Stałe oraz Leopold. Autobusem podróżujemy taniej i równie szybko co samochodem.

Na trasie przejazdu znajdują się turystyczne miejsca takie jak Kraków, Termy Chochołowskie, Dolina Kościeliska, Dolina Chochołowska oraz Zakopane. Autobus na Podhale przyjeżdża przed godziną 10:00, a wyjazd powrotny jest o godzinie 15:50. Ten rozkład jazdy umożliwia zarówno jednodniowe górskie wędrówki, relaks w termach lub zwiedzanie nowych miejsc. Warto skorzystać również ze zniżek proponowanych przez przewoźnika dzieci poniżej 15 lat - 40% zniżki; studenci i uczniowie do 26 lat, seniorzy powyżej 60 lat - 15% zniżki; zniżka grupowa od 3 osób - 10% zniżki dla całej grupy.

Ekspresowa linia pozwala na dotarcie do wielu miasteczek i wsi, które zachwycają swoją architekturą, widokami oraz są dobrą bazą noclegową dla turystów z całej Polski. W rodzinnej agroturystyce odpoczniesz od zgiełku miasta. Na naszej trasie zatrzymujemy się m.in. Czarnym Dunajcu, Chochołowie, Witowie, i Kościelisku. 

Za przejazd z Jaworzna do Zakopanego zapłacisz 39,50 zł, natomiast bilet do Krakowa jest w cenie 14,90 zł. bilety można zakupić online na stronie przewoźnika www.zebrabus.pl 

zebrabus1

Pędzlem, nitką i dłutem malowane - Pokaż co potrafisz. Konkurs



 Plakat Pędzlem i nitka 960

Już po raz szósty Stowarzyszenie Twórców Kultury w Jaworznie, we współpracy z Miejską Biblioteką Publiczną, serdecznie zapraszają do udziału w konkursie artystycznym pt. „Pędzlem, nitką i dłutem malowane - Pokaż co potrafisz”. Rywalizacja, która cieszy się ogromną popularnością wśród artystów profesjonalnych i amatorów, zakończy się w listopadzie uroczystym wręczeniem nagród laureatom oraz wernisażem otwierającym wystawę zwycięskich prac. Szczegóły zawarte są w Regulaminie i na stronie internetowej www.stk.decoart.pl

 

 

Plakat Pędzlem i nitka 960

Subskrybuj to źródło RSS

Instytucje miejskie

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Miasta różne

Follow Us