Menu

ogłoszenie bezpłatne

Został nam niecały miesiąc, by ocalić życie Mili! Mama dziewczynki prosi o pomoc!

  • Autor 
Został nam niecały miesiąc, by ocalić życie Mili! Mama dziewczynki prosi o pomoc!

 

milimamaPierwsze zdjęcie mojej Mili zrobiła pielęgniarka, gdy mała czekała na transport karetką. Wtedy zobaczyłam ją pierwszy raz. Nie zrobiłam tego zdjęcia ja, by przesłać dumna rodzinie, choć tak być przecież powinno… Moje dziecko urodziło się i od razu zaczęło walczyć o życie!

Drugie zdjęcie Mili zostało zrobione 3 dni później, gdy moja córeczka leżała w inkubatorze, pod tlenem, na lekach podtrzymujących życie, czekając na operację. Trzecie zdjęcie Mili zrobiłam po prawie miesiącu, gdy zeszła z respiratora i spojrzała wprost na mnie. Przez kolejne 7 miesięcy walczyła o życie, dzięki podłączeniu ECMO. Ja z telefonem przyklejonym do ręki modliłam się przez ten czas, by znów nie zadzwonił, by nie przyszły te najgorsze informacje…

Mila Murawska

Niechętnie wracam do tych trzech pierwszych zdjęć mojej córeczki… Chętniej oglądam fotografie późniejsze, które ukazują szczęście, roześmianą buzię Mili. Ile jeszcze będzie mi ich dane zrobić? Dziś proszę Was o pomoc, by tych szczęśliwych chwil było wiele! By skrajnie niebezpieczna wada małego serca nie zabrała mi mojej córeczki…

KLIKNIJ TUTAJ ABY POMÓC

Mila urodziła się ze skrajna postacią Tetrallogi Fallota. W Polsce leczy się ją jedynie paliatywnie – przedłużając życie, ale nie całkowicie lecząc. Mojej córeczce chwilę po urodzeniu wszczepiono sztuczną rurkę, dzięki której krew miała natleniać płuca. Naiwna byłam, wierząc, że to wystarczy na bardzo długo, że może jakiś cudem serce się samo naprawi, a Mili będzie żyła szczęśliwie…

Minęły zaledwie 3 lata. Badania pokazały, że shunt (czyli ta rurka w sercu) się zamknął, a moja córeczka żyje jedynie dzięki naczyniom, które “na dziko” sam utworzył jej organizm!

Nikt nie wie, jak długo chore serduszko wytrzyma tylko na tych naczynkach. Dni są coraz cięższe… Sinieją usta, małe paluszki pokrywa fioletowy odcień. Mimo wszystko Mili ma w sobie tyle radości i chęci do życia, że człowiek potrafi choć na chwilę zapomnieć o całym tym dramacie…

Niestety, te myśli nie uciekają daleko. Nie mogą! Milusia wymaga natychmiastowej pomocy!

Obiecujące wizje przyszłej operacji, rekonstrukcji, „normalnego” w miarę życia zostały pogrzebane wraz z odmową operacji w Polsce… Wszelkie nadzieje w jednej sekundzie zostały pogrzebane! Została tylko bezradność, którą zrozumie tylko ktoś, kto przeżył coś podobnego…

Jednak pojawiła się nadzieja! W kraju nie ma ratunku, ale znalazłam ją za granicą – w Linz. Tamtejsi wspaniali lekarze chcą pomoc i podejmą się tego wyzwania – operacji ratującej życie mojej córeczki! Jednak cena za życie Mili jest gigantyczna…

Mila jest moim światełkiem, moim sensem życia. Proszę o pomoc każdego, kto tu dotarł o pomoc, o ratunek! Życie pozbawione bólu i lęku – o to walczymy. O zwykłą normalność, którą zbyt wiele osób nie docenia. Przed nami niecały miesiąc. Już 4 sierpnia musimy być w klinice! Rozpoczęło się dramatyczne odliczanie. Proszę, pomóżcie nam zdążyć…

Marta, mama Mili

Powrót na górę

Kultura

Polskie portale

INSTYTUCJE

Follow Us